Co trzeba zrobić żeby być w psychiatryku? Do szpitala psychiatrycznego może być przyjęta osoba z zaburzeniami psychicznymi, która posiada skierowanie do szpitala i wyraziła pisemną zgodę na przyjęcie. Skierowanie jest ważne 14 dni od wystawienia do dnia zgłoszenia się z nim do dowolnego szpitala psychiatrycznego na terenie kraju. Przed podróżą do naszych zachodnich sąsiadów warto zorientować się, na co możemy liczyć, gdyby w czasie wyjazdu przytrafiła nam się choroba czy wypadek. Zebraliśmy informacje na temat tego, jak działa w Niemczech publiczna służba zdrowia. Przed wyjazdem do Niemiec możemy uzbroić się w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Tłumaczenia w kontekście hasła "trafić do szpitala" z polskiego na francuski od Reverso Context: Ta kobieta musi natychmiast trafić do szpitala. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate – Jak jest wojna, to są żołnierze, którzy strzelają sobie w mały palec u nogi, żeby trafić do szpitala zamiast na front. Ale to jest mniejszość. Po to jesteśmy lekarzami, żeby jak jest czas próby, jeszcze bardziej się zmobilizować. Poszedłby pan do pracy na oddział covidowy, czy byłyby kombinezony, czy nie? Czy nastolatek (15 lat )z ciężką depresją może trafić do szpitala psychiatrycznego? 2013-02-22 11:03:30; Czy przez to mogę trafić do szpitala psychiatrycznego? 2018-12-13 00:09:53; Czy mogę trafić do szpitala psychiatrycznego? 2020-05-04 00:16:00; Co mogę zrobić żeby trafić do szpitala psychiatrycznego? 2013-05-25 18:51:35 Niespieszny tryb życia przerywają modlitwy pięć razy dziennie. Na Thoddoo usłyszymy je w godzinach (co do minuty): Fajr 5.07, Dhuhr 12.19, Asr 15.43, Maghrib 18.19, Isha 19.28. Zauważyłem, że mężczyźni pracujący na roli nie zrywają się masowo z pól na modlitwy, ale życie w wiosce zamiera. . Co wziąć do szpitala? Nierzadko zadajemy sobie takie pytanie, gdy dostajemy skierowanie do szpitala. Często nie wiemy, jakie dokumenty są potrzebne, jakie wyniki badań, czy po prostu jakie rzeczy osobiste są niezbędne podczas pobytu w szpitalu czy klinice. Informacje takie niezbędne są także dla osób z najbliższej rodziny pacjenta, aby w nagłym przypadku pobytu pacjenta w szpitalu, mogły dowieźć potrzebne dokumenty czy przybory osobiste. Kobieta w ciąży, gdy trafia do szpitala, wymaga dostarczenia dodatkowych wyników badań oraz rzeczy dla niej i dla dziecka. spis treści 1. Niezbędne dokumenty podczas przyjęcia do szpitala 2. Jakie rzeczy osobiste należy zabrać do szpitala? 1. Niezbędne dokumenty podczas przyjęcia do szpitala Od każdego pacjenta, który przyjmowany jest na dany oddział w szpitalu lub klinice, wymagane jest dostarczenie szeregu dokumentów, do których zaliczamy: - skierowanie do szpitala; Zobacz film: "Choroby serca najczęstszą przyczyną zgonów Polaków" - dowód tożsamości, tj. dowód osobisty lub w przypadku osób z krajów poza Unią Europejską może to być paszport; - dokument, który będzie potwierdzał ubezpieczenie zdrowotne. Odpowiednio są to: aktualna książeczka ubezpieczeniowa. W przypadku osoby nieubezpieczonej, pacjent taki pokrywa sam koszty leczenia; legitymacja rencisty lub emeryta – w przypadku rencistów i emerytów; dowód ostatniej wpłaty na ubezpieczenie zdrowotne – osoby, które prowadzą własną działalność gospodarczą; legitymacja/zaświadczanie od KRUS – rolnik; legitymacja ubezpieczeniowa lub zaświadczenie z Urzędu Pracy – osoby bezrobotne; legitymacja uczniowska/studencka – uczeń/student; - NIP pracodawcy lub własny, jeżeli prowadzona jest własna działalność gospodarcza. Wymagane jest także od pacjenta dostarczenie potrzebnych, wykonanych wcześniej wyników badań. Należy wziąć ze sobą książeczkę zdrowia, wyniki badania krwi, tj. morfologię krwi, badanie grupy krwi i Rh z przeciwciałami odpornościowymi, badanie moczu i inne odpowiednie badania, np. RTG klatki piersiowej czy EKG, a także potwierdzenie szczepienia przeciw WZW. Jeżeli do szpitala trafia kobieta w ciąży, oprócz podstawowych dokumentów i wyników badań, należy również dostarczyć wyniki badania USG w ciąży. Jeżeli pacjent trafi nagle do szpitala, wskutek nagłego skierowania go do szpitala lub po przywiezieniu przez karetkę pogotowia, obowiązek dostarczenia tych dokumentów spoczywa na bliskich osobach z rodziny pacjenta. 2. Jakie rzeczy osobiste należy zabrać do szpitala? Podczas pobytu w szpitalu, należy zadbać także o rzeczy osobiste. Do rzeczy potrzebnych w szpitalu zalicza się: piżama lub wygodne ubranie, np. dres; szlafrok; kapcie lub klapki; przybory toaletowe, np. mydło, papier toaletowy, pasta i szczoteczka do zębów itp.; ręczniki – najlepiej min. 2; warto mieć własne sztućce i kubek; aktualnie przyjmowane leki. Należy także mieć jakieś drobne środki finansowe, które mogą być przeznaczone na dodatkowe posiłki (jeżeli lekarz zezwoli) czy też np. na możliwość pooglądania telewizora. Obecnie jednak bardzo często w szpitalach zagwarantowany jest dostęp do telewizora dla pacjentów. Nie należy zabierać do szpitala rzeczy wartościowych, ponieważ szpital nie ponosi odpowiedzialności za ich utratę. W przypadku nagłego przywiezienia do szpitala, zapewnia on piżamę, kapcie i szlafrok, ubranie trafia do szafki depozytowej, a rzeczy wartościowe trafiają do depozytu. Jeżeli pacjentem trafiającym do szpitala jest kobieta ciężarna, oprócz standardowych przyborów należy zabrać także: biustonosz do karmienia piersią; bieliznę nocną, która umożliwi karmienie piersią; dodatkowe przybory toaletowe, tj. preparat do higieny intymnej, stosowany już wcześniej. Niezbędne będą również pewne przybory dla dziecka, np.: bawełniane ubranka – minimum 3 sztuki; śpioszki; czapeczka; skarpetki; kocyk lub rożek; jednorazowe pieluchy oraz kilka pieluch tetrowych; mały jasiek, ułatwiający karmienie noworodka. Zaleca się spakowanie wszystkich potrzebnych rzeczy na 3 tygodnie przed planowanym terminem porodu, tak aby w przypadku porodu nie zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami, a odpowiednio zająć się matką i dzieckiem. Część szpitali gwarantuje niektóre przybory dla dziecka, warto więc wcześniej się o tym dowiedzieć. Nie czekaj na wizytę u lekarza. Skorzystaj z konsultacji u specjalistów z całej Polski już dziś na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy Artykuł zweryfikowany przez eksperta: Mgr Marta Bednarska Farmaceutka, uczestniczka wielu konferencji poświęconych farmakologii. Umówienie jakiegokolwiek pacjenta na wizytę lekarską graniczy z cudem - mówi Wirtualnej Polsce pani Barbara, opiekunka medyczna w Domu Pomocy Społecznej Ratownicy medyczni mają pretensje, że w ogóle wzywamy pogotowie. Jesteśmy myleni z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym, a DPS-y nie mają ustawowego obowiązku zatrudniania ani lekarzy ani pielęgniarek - wyjaśnia Gdy jest tak źle, że pacjent musi trafić do szpitala, słyszymy, że szpitale są przepełnione, a "to jest tylko pacjent DPS-u" - zaznacza Opiekunowie medyczni w DPS-ach podają pacjentom zastrzyki i leki psychotropowe, mimo, że nie mają do tego uprawnień. Powinny to robić pielęgniarki, ale ich nie było. Totalnie się wycofały - wskazuje Jak mówi Wirtualnej Polsce pani Barbara, opiekunka medyczna, w Domu Pomocy Społecznej, w którym pracuje, przebywa ok. 80 podopiecznych. To ludzie z zaburzeniami osobowości, ze schizofrenią, po uzależnieniach. 10 osób jest obecnie zakażonych koronawirusem i izolowanych. "Było nas troje, czworo, pracowaliśmy po 300 godzin miesięcznie" Wyjaśnia, że opiekunowie wchodzą do nich w kombinezonach. Karmią, bo chorzy nie są w stanie samodzielnie jeść. Pomagają im w toalecie, pampersują kilka razy dziennie, przewijają, myją, podają leki przeciwzakrzepowe. Mierzą saturację, temperaturę. Pełnią obowiązki jednocześnie lekarzy, pielęgniarek i opiekunów. Jak mówi pani Barbara, w szczycie zakażeń rozdawała leki i karmiła podopiecznych. Podawała leki jednemu pacjentowi, potem wracała do drugiego, żeby pomóc mu w jedzeniu. Gorączki, wymioty, biegunki, odleżyny, totalna sztywność mięśniowa - trzeba było sobie z tym wszystkim radzić. Wysiłek fizyczny jest ogromny. Pracowała 300 godzin miesięcznie. "Umówienie pacjenta DPS-u na wizytę lekarską graniczy z cudem" Ocenia, że system ochrony zdrowia organizacyjnie totalnie padł i taki stan trwa do dzisiaj. Umówienie jakiegokolwiek pacjenta na wizytę lekarską graniczy z cudem. Internista w ciągu roku był w DPS zaledwie u czterech pacjentów. Prośby o pomoc kończą się na tym, że lekarz przepisuje antybiotyk na teleporadzie. - A jaki jest sens pakowania antybiotyków w pacjenta, który nawet nie był osłuchany? - pyta opiekunka. Wspomina pacjenta, który był hospitalizowany, miał ostre zapalenie płuc, bardzo ciężko przeszedł zakażenie. Wrócił do DPS-u po trzech dniach. - Lekarze chcieli mu założyć sondę, mimo że pacjent mógł być karmiony z pomocą innej osoby. Byłyśmy w szoku - opowiada. "DPS to nie ZOL. Nie mamy ani lekarzy ani pielęgniarek" Jak mówi pani Barbara, ratownicy medyczni często mają pretensje, że DPS w ogóle wzywa pogotowie. Mylą go z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym. Tymczasem Dom Pomocy Społecznej i ZOL to zupełnie różne instytucje, o zupełnie różnym statusie prawnym. Niestety, nawet lekarze i ratownicy tego nie rozróżniają. - Dziwią się: "Dlaczego wy nie macie u siebie lekarza? Dlaczego nie macie pielęgniarki na umowie?" A ustawa nie mówi, że w DPS musi być lekarz - mówi opiekunka. Dodaje, że w DPS-ach nie zatrudnia się też pielęgniarek, bo nie ma takich wymogów ustawowych. I dyrektorzy Domów Pomocy Społecznej pielęgniarek nie zatrudniają, bo to dla nich za duże koszty. "To jest tylko pacjent DPS-u. Nie musi leżeć w szpitalu" Podkreśla, że pacjenci DPS-ów są pozbawieni dostępu do służby zdrowia. Kiedy stan chorego się pogarsza, a personel wzywa ratowników, ci pytają, dlaczego nie interweniował lekarz pierwszego kontaktu. Tymczasem stan pacjentów bardzo często pogarsza się wieczorami, kiedy nie sposób się do żadnego lekarza dodzwonić. Na teleporadę zdarza się czekać dwa dni. Co w sytuacji, gdy jest tak źle, że pacjent musi trafić do szpitala? Opiekunka wyjaśnia, że słyszą wtedy, iż szpitale są przepełnione, a "to jest tylko pacjent DPS-u, więc czy on będzie leżał u nas w szpitalu, czy tu, u was w DPS, to nie ma różnicy". - Nasi podopieczni są traktowani jak ludzie drugiej kategorii, jak podludzie, jak osoby gorszego gatunku - ocenia pani Barbara. "Robimy rzeczy, do których nie mamy uprawnień, ale spadły na nas. Pielęgniarki się wycofały" Opiekunki w DPS boją się teraz, w piątej fali pandemii, że znów zostaną same. Że, jak wyjaśnia pani Barbara, będą znów musiały robić zastrzyki, których nie powinny robić, bo nie mają takich uprawnień ani kwalifikacji. Jako opiekunowie medyczni pacjentów w DPS nie mogą podawać choćby insuliny, a to robiły. Podawały pacjentom psychotropy, wiedząc, że to niezgodne z prawem. - Nie wolno nam tego robić, ale to spadło na nas. Praca, którą powinny wykonywać pielęgniarki. Ale pielęgniarek nie było. Powinny nam pomóc, ale totalnie się wycofały - wskazuje pani Barbara w rozmowie z Wirtualną Polską. Zaznacza, że o zwiększeniu uprawnień opiekunów decyduje Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych. A ta, jej zdaniem, ciągle ma problem z tym, żeby opiekun medyczny miał większe kwalifikacje. - Sprowadza się to do tego, że my nieoficjalnie wykonujemy pracę pielęgniarek, a jednocześnie pielęgniarki robią wszystko, żebyśmy my nie mieli zwiększonych uprawnień - podkreśla opiekunka z DPS. "Na koniec roku odebrano nam premie. Tak nas doceniono" Jak wskazuje, pielęgniarki obawiają się, że zastąpią je opiekunowie medyczni. Jej zdaniem to rzucanie kłód pod nogi jest zupełnie niezrozumiałe. Przekonuje, że gdyby ta współpraca przebiegała normalnie, gdyby pielęgniarki nie zbywały opiekunów medycznych, a pielęgniarek - lekarze, wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. - Jak nas "doceniono"? Na koniec roku odebrano nam premie świąteczne - mówi pani Barbara. Jej zdaniem za to, że opiekunowie medyczni mieli odwagę powiedzieć, iż sytuacja jest niebezpieczna - ich jest bardzo mało, a pacjentów - bardzo wielu. - To się dzieje w DPS-ach w całej Polsce - dodaje. Dowiedz się więcej na temat: Co warto wiedzieć, zanim pójdziesz do szpitala Pobyt w szpitalu nie jest przyjemny i dlatego warto szczególnie dobrze się do niego przygotować. Emocjonalnie, ale nie tylko. Jest kilka rzeczy, o których warto wiedzieć, żeby leczenie szpitalne i sam pobyt w szpitalu przebiegały możliwie najlżej i najszybciej. Po kolejnym pobycie przygotowałam kolejną porcję porad i ciekawostek jak przetrwać w szpitalu. Nie ma sensu przychodzić do szpitala w weekend ani po południu O ile oczywiście nie jest to nagły przypadek lepiej poczekać i zjawić się w dzień powszedni i raczej z rana. Dlaczego? Otóż w weekendy zazwyczaj się nie robi nic, ponad to co jest absolutnie konieczne lub wcześniej zaplanowane. Sama poszłam do szpitala w piątek i w rezultacie spędziłam tam weekend kompletnie bez sensu. Konkretne działania rozpoczęto dopiero w poniedziałek. Teraz gdybym była taka mądra, to bym poczekała. A dlaczego rano? Bo później może już nie być miejsc. Sama zostałam odesłana (bo nie był to nagły przypadek wymagający natychmiastowej interwencji) wieczorem z zaleceniem, żeby pojawić się rano, bo teraz nie ma miejsc, ale będą nazajutrz wypisy i może się coś zwolni. O tym, kto wychodzi do domu wiadomo z reguły już po porannej wizycie lekarskiej. Co lekarz, to inna opinia Sposób postępowania z naszym przypadkiem zależy o tego, na kogo trafimy. Każdy lekarz ma własne wizje, zasady i reguły. Jedni są nadgorliwi, inni dość luźno i lekceważąco podchodzą do niepokojących objawów. Sposób leczenia i długość naszego pobytu w szpitalu w dużej mierze zależy od prywatnych przekonań lekarza, na którego trafimy. Dieta cukrzycowa jest lepsza Wbrew pozorom szpitalne menu dla cukrzyków jest lepsze, niż to dla zwykłych śmiertelników. Jadłospis dla chorych na cukrzycę jest nieco lepszej jakości (o ile w ogóle można mówić o czymś takim, jak jakość szpitalnego jedzenia - zobacz posiłki w szpitalu). Przykładowo pieczywo dostajemy chociaż trochę mniej białe i jałowe. Ponadto na diecie cukrzycowej jest zwyczajnie więcej jedzenia, bo oprócz trzech podstawowych posiłków dochodzi jeszcze drugie śniadanie, podwieczorek i posiłek nocny. Dlatego warto poprosić lekarza przy przyjęciu do szpitala o wypisanie diety cukrzycowej. Wówczas będziemy trochę mniej przymierać głodem, a czasami może się nawet trafić coś, co będzie zwyczajnie smaczne i zjadliwe. Jak ognia natomiast radzę unikać (chyba, że faktycznie jest taka potrzeba) diety wątrobowej. Na tej to prawie w ogóle nie dają jedzenia. W szpitalu nie da się spać (ale można drzemać) Przespanie w szpitalu 8-10 godzin jest absolutnie niemożliwe (no chyba, że jest się w śpiączce). Ciągle ktoś chodzi, świeci, hałasuje, bada. Kilka godzin nieprzerwanego snu w szpitalu graniczy z cudem. Szczególnie dobitnie przekonałam się o tym na oddziale po porodowym. Byłyśmy w sali trzy. I było tak, że najpierw płakało jedno dziecko, a kiedy udało się je uśpić, to zaczynało kolejne. I tak dalej. A kiedy jakimś cudem wszystkie przez dłuższą chwilę spały, to przychodziła nas budzić położna, żeby sprawdzić, czy na pewno nakarmiłyśmy dzieci ;) Spać się w szpitalu nie da, można natomiast uciąć sobie wiele drzemek po 15-60 minut. No bo cóż innego można robić w szpitalu w przerwach pomiędzy kolejnymi badaniami i wizytami lekarskimi. Ja po 10 dniach spędzonych w szpitalu miałam już serdecznie dość. Zdecydowanie nie jest to miejsce dla mnie, chociaż wiem, że niektórzy wolą dłużej sobie pobyć w szpitalu, bo to niby taki odpoczynek. A ja tak strasznie miałam ochotę zrobić sobie jakieś pranie ;) Jedyne co lubiłam, to wychodzić poza teren szpitala w koszuli nocnej, z tą szpitalną opaską i wenflonem i straszyć ludzi. Teoretycznie oczywiście nie wolno było opuszczać oddziału bez powiadomienia personelu, ale przecież dyscyplinarnie by mnie nie wyrzucili. Chociaż po cichu to właśnie na to liczyłam ;) Zobacz też: 11 rzeczy, których nauczysz się w szpitalu 7 rzeczy, których nie wiesz o szpitalach Komentarze sameQuizy: 15 Ostry ból brzucha Odpowiedz Wygląda na to, że trafisz do „Szpitala”, gdyż złamiesz sobie nogę! Jesteś trochę nieostrożny i nie przejmujesz się zakazami. Tym razem się to nie opłaciło… Cóż, może wynagrodzi Ci to jakaś niesamowita przygoda rodem z programu? Zostajesz przyjęty przez doktora Michała Morawskiego. Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Oparzenie! Znajdziesz się w „Szpitalu”, ponieważ doznałeś oparzenia! Pewnie lubisz igrać z ogniem. Masz wiele pomysłów, ale nie wszystkie są odpowiedzialne. W zasadzie nie ma się co dziwić, bo nie należysz do osób odpowiedzialnych. Przyjęła Cię doktor Anna Nowicka. Gdy pielęgniarka oddziałowa opatrzyła już Twoje rany, pierwsza rzecz, którą usłyszałeś od doktor Nowickiej brzmiała: „Tylko nie szalejcie zbytnio i nie roznieście mi oddziału”. Dziwne… Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Będziesz w „Szpitalu” jako gość! Prawdopodobnie, nie doznasz żadnego urazu i wcale nie będziesz pacjentem Oddziału Ratunkowego! Do serialowego „Szpitala” przybędziesz jako towarzysz jednego z rannych, ale Tobie nic się nie stanie! Twoja odpowiedzialność, spokój i inteligencja nie pozwolą zrobić Ci coś złego. Jesteś osobą dość skrytą i nieśmiałą, więc rzadko przytrafiają Ci się przykre wypadki. Brawo! Pamiętaj tylko, że w programie często to właśnie goście w Szpitalu przeżywają trudne momenty i życiowe rozterki. Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Ostry ból brzucha! Do „Szpitala” trafisz z bardzo mocnym bólem brzucha! Zajmujący się Tobą doktor Eryk Wajman wykonał pierwsze badania, ale nie potrafi jeszcze stwierdzić, co Ci dolega. Wygląda na to, że spędzisz na Oddziale jeszcze trochę czasu! W sam raz, aby zrobić coś niespodziewanego – niczym z samego serialu! Lubisz przygody, prawda? Podziel się wynikiem w komentarzu! XD XD XD właśnie sb leżę w szpitalu wsm z innego powodu ale fakt boli mnie brzuch XD @Fajny [email protected] Odpowiedz Ostry ból brzucha! Do „Szpitala” trafisz z bardzo mocnym bólem brzucha! Zajmujący się Tobą doktor Eryk Wajman wykonał pierwsze badania, ale nie potrafi jeszcze stwierdzić, co Ci dolega. Wygląda na to, że spędzisz na Oddziale jeszcze trochę czasu! W sam raz, aby zrobić coś niespodziewanego – niczym z samego serialu! Lubisz przygody, prawda? Podziel się wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Złamana ręka! Do serialu „Szpital” trafisz, gdy złamiesz sobie rękę! Jesteś osobą żartobliwą i zabawną, ale widocznie Twój ostatni żart był trochę nieudany i skończył się pobytem na Oddziale Ratunkowym. Doktor Piotr Wójtowicz – Ordynator Oddziału Ratunkowego, który się Tobą zajął, stwierdził, że na przyszłość musisz trochę bardziej uważać. Weź sobie jego słowa do serca… Podziel się wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Silne zatrucie pokarmowe! Wygląda na to, że w „Szpitalu” znajdziesz się z powodu zatrucia! Lubisz jeść i ciężko Ci oderwać się od lodówki. Pamiętaj tylko, że robisz coś niezdrowego. Jesz w takim pośpiechu, że musiałeś wziąć z lodówki coś nieświeżego. Zajmujący się Tobą lekarz, doktor Robert Szewczyk, ostrzegł Cię, żebyś ograniczył jedzenie, bo skutki mogą być gorsze. Sama przypadłość nie jest jednak zbyt poważna, więc wkrótce zostaniesz wypisany do domu. Może jednak zdąży Ci się przydarzyć jakaś emocjonujący przygoda? Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Będziesz w „Szpitalu” jako gość! Prawdopodobnie, nie doznasz żadnego urazu i wcale nie będziesz pacjentem Oddziału Ratunkowego! Do serialowego „Szpitala” przybędziesz jako towarzysz jednego z rannych, ale Tobie nic się nie stanie! Twoja odpowiedzialność, spokój i inteligencja nie pozwolą zrobić Ci coś złego. Jesteś osobą dość skrytą i nieśmiałą, więc rzadko przytrafiają Ci się przykre wypadki. Brawo! Pamiętaj tylko, że w programie często to właśnie goście w Szpitalu przeżywają trudne momenty i życiowe rozterki. Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Zasłabnięcie! W „Szpitalu” będziesz z powodu omdlenia! Zajmująca się Tobą doktor Dominika Gajda podejrzewa, że cierpisz na zwyczajne przepracowanie. Musisz zrobić sobie mały urlop! Gdy tylko wrócisz do sprawności, możesz znowu pracować, ale na razie potrzebujesz odpoczynku. Chcesz wszystkim dogodzisz i zawsze zrobić wszystko idealnie, ale nie co za dużo, to niezdrowo! Zostaniesz na obserwacji jeszcze przez kilka godzin i jeśli nic więcej Ci się nie stanie, będziesz mógł wrócić do domu. Czy jednak to wystarczająco dużo czasu, aby w „Szpitalu” przeżyć coś niesamowitego, jak z serialu? Podziel się swoim wynikiem w komentarzu! Odpowiedz Rozmowa z dr. n. med. Wandą Korzycką – Wilińską, dyrektorem Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy. - Do września miał być spokój z ewentualną konsolidacją bydgoskich szpitali uniwersyteckich, tymczasem u was ruszyłaakcja „Ratujmy Biziela”.- To inicjatywa zaniepokojonych pacjentów. Każdy, kto słyszy, że Szpital Uniwersytecki im. dr. Biziela ma zostać zlikwidowany wie, że pogorszy się dostępność do lekarzy specjalistów. Nie tylko w poradniach specjalistycznych, ale również do Zdumiewa mnie fakt, że Uniwersytet Mikołaja Kopernika nie ujawnił szczegółów, na jakich zasadach miałoby się odbywać łączenie szpitali. Co zostanie, w jakiej formie, a co przewidziano do likwidacji. To nie jest komfortowa sytuacja dla pacjentów ipracowników Po ostatniej Radzie Collegium Medicum i decyzji rektora o przesunięciu głosowania i kolejnej radzie, która ma się odbyć wewrześniu, decyzja do końca jeszcze nie zapadła. Pacjenci i pracownicy żyją w niepewności i są Patrzyłem na ostatni protest pracowników „Biziela”. Ludzie nie zgodzą się na żadną konsolidację, ale jest właściciel...-… który może jednoosobowo taką decyzję To może właściciel, toruński uniwersytet, mógłby dać dobry przykład oszczędności. UMK ma kierunki, na których studiuje coraz mniej studentów. Zapytam ironicznie: po co obciążać budżet takimi kosztami? Czy nie lepiej zlikwidować nierentowne kierunki, zwolnić połowę administracji i pokazać, jak oszczędza się pieniądze, co UMK przecież wytyka szpitalowi „Biziela”.- Nie mam możliwości oceniania uniwersytetu, którego jestem absolwentką. Kiedy ja tam studiowałam, to było dużo studentów. Sama jestem torunianką. Z tego co widzę i wiem, uczelnia się rozwija, tworzy nowe wydziały."Ratujmy Biziela" – akcja w mediach społecznościowych w obronie bydgoskiego szpitalaOsłabianie wsparcia medycznego w Bydgoszczy. Pacjenci stracą na likwidacji "Biziela"- Bo taka powinna być rola uniwersytetu. Tylko dlaczego postanowili dla oszczędności zwinąć bydgoski szpital?- Naszą rolą jest rozwój szpitala uniwersyteckiego. Dlatego powstaje nowy budynek, żeby placówka rozwijała się i przynosiła nowe korzyści dla Próbuję znaleźć sens w decyzjach rektora UMK. Społeczeństwo się starzeje, będzie więcej chorych, co znaczy, że przybędzie wam pracy, że jesteście potrzebni. Uczelnia powinna wspierać szpital w rozwoju, a nie Liczę na to, że jeśli rektor nie podjął jeszcze decyzji o likwidacji naszego szpitala, o połączeniu nas z „Juraszem”, to jej nie podejmie. Da szansę pracownikom, żebyśmy mogli pokazać, że jesteśmy w stanie zbilansować nasz szpital. Tylko musi dać nam na to czas i pozwolić to Dr hab. Marcin Czyżniewski, prof. UMK, rzecznik prasowy UMK w rozmowie z „Pomorską” stwierdził, że „gdyby wasz szpital samodzielnie się restrukturyzował, to w ciągu pięciu lat musiałby zwolnić 150 osób”.- Liczba pracujących w szpitalu nie jest największym problemem. Jeśli ludzie chcą tu pracować, to znaczy, że czują się tu dobrze i że dobrze pomagamy pacjentom. Administracji też wcale nie mamy za dużo. Na ponad dwa tysiące pracowników ok. 200 zatrudnionych jest w administracji. Być może niektórym pracownikom można rozszerzyć zakres odpowiedzialności, czynności, i dać im za to trochę wyższe wynagrodzenie, by nie zatrudniać dodatkowej osoby. Pracujemy nad tym. Tam, gdzie jedna osoba będzie mogła zastąpić dwie – takie działania będą Nie pała pani dyrektor sympatią do rzecznika uczelni?- Raczej do wypowiedzi prof. Marcina Czyżniewskiego, rzecznika UMK w stosunku do naszej placówki. Jakby to powiedzieć, część jego wypowiedzi mija się z prawdą, a to boli. Boli mnie jako dyrektora szpitala. Pracownicy słysząc słowa rzecznika uczelni też nie są z nich Szczegóły?- Pan rzecznik UMK powiedział, że dyrektor „Jurasza”, Jacek Kryś świetnie poradzi sobie z zarządzaniem „Bizielem” i „Juraszem”, ponieważ już zarządzał „Bizielem”. To nieprawda. Jacek Kryś nigdy nie był dyrektorem „Biziela”. Przez pięć lat był u nas kierownikiem sekcji informatycznej. Od nas poszedł do „Jurasza” na stanowisko kierownika działu informatyki. Myślę, że pan rzecznik pomylił osoby. To ja przez półtora roku byłam dyrektorem „Jurasza”, a 13. rok jestem dyrektorem „Biziela”. Przez lata byliśmy szpitalem, który się bilansował, mieliśmy dodatni wynik finansowy, a ostatnie trzy lata jesteśmy na Skąd to się wzięło?- Na przykład mamy pacjenta, który już prawie rok leży na neurochirurgii. Nikt go nie chce. Jest w stanie wegetatywnym. Podobnych pacjentów w ciągu roku mamy kilku, co generuje dodatkowe koszty. Poza tym nie wszystkie procedury medyczne związane z hospitalizacją pacjenta bilansują się po wycenach Narodowego Funduszu Zdrowia. Bardzo słabo wyceniona jest kardiologia. Jesteśmy jedynym szpitalem w województwie leczącym niewydolność serca. Nikt tego nie chce robić, ponieważ wszystkie procedury są na A pacjentów jest coraz Jak najbardziej. Dalej: urologia. Nasza urologia od lat jest jedną z najlepszych w kraju. Trafiają do nas pacjenci z całej Polski. Różni: starsi, młodsi, z nowotworami, z prostatą. Dalej, kolejnymi pacjentami przynoszącymi stratę szpitalowi są pacjenci z chorobami wewnętrznymi oraz z innymi współistniejącymi. Leczymy ich. Jesteśmy szpitalem uniwersyteckim. Słusznie nam się wydaje, że jako szpital uniwersytecki powinniśmy leczyć nie tylko młodych, zdrowych, z wyrostkiem, ale pacjentów z powikłaniami. To jest nasz Wszyscy narzekają na zbyt niskie wyceny Pan rzecznik UMK mówił jeszcze o naszym wyniku finansowym. Na koniec roku mieliśmy 80 mln zł straty. Od stycznia mamy kredyt obrotowy pozwalający nam na szybką spłatę zobowiązań. Staramy się, żeby wynik finansowy był coraz w audycji radiowej rzecznika UMK zapytano, jakie kliniki powstaną w nowym budynku naszego szpitala. Opowiedział, że o tym zdecyduje Jacek Kryś, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Jurasza, który będzie dyrektorem połączonych szpitali. No to zaraz, skoro nie ma jeszcze decyzji o konsolidacji, to dlaczego rzecznik uczelni mówi, że jest już powołany nowy dyrektor?! Przecież to jest niespójne. A poza tym, nowy budynek projektowany był pod potrzeby pacjentów naszego regionu, pod rozwój „Biziela”. Nie braliśmy pod uwag potrzeb „Jurasza”, który już ileś lat temu zakończył swoją budowę. My o pieniądze na budowę staraliśmy się w Ministerstwie Zdrowia około dziesięciu lat! Dostaliśmy 368 mln zł. To ma być na rozwój „Biziela”!- Rzecznik UMK wspominał też, że po połączeniu szpitali pojawią się oszczędności, ponieważ przy wspólnej aptece nie będzie trzeba kupować dwóch systemów do jej Tylko że my nigdy nie chcieliśmy kupić takiego urządzenia. Nie będzie z tego tytułu żadnych oszczędności. Jeżeli chce kupić to „Jurasz”, to ich sprawa. My nie mamy takiej W biuletynie „Nasz szpital” dyrektor Jacek Kryś z „Jurasza” napisał, że ciągu ośmiu lat spłacili 40 mln zł historycznego zadłużenia i od lat są na dodatnim wyniku Rzeczywiście, ale zadłużenie ma ciągle duże – 150 mln zł. My mamy 80 mln W tym samym biuletynie dyrektor „Jurasza” pyta, czy w dobie braków kadrowych personelu nie byłoby zasadnym szukanierozwiązań koordynujących procesy dyżurów medycznych, a konsolidacja naukowa nie spowoduje dynamicznego rozwojubadań?- Jeśli chodzi o współpracę naukową dydaktyczną – jesteśmy za. Naszym podmiotem tworzącym jest UMK. Collegium Medicum powinno dawać wskazówki co do kierunków rozwoju. W każdej klinice mamy obecnie samodzielnych pracowników naukowych. Dwie kliniki w tej samej katedrze mogą współpracować, ale to rola Collegium Medicum. Jako dyrektor szpitala twierdzę, że to cały czas jest możliwe. Być może należałoby współpracować jeszcze bardziej. Mamy ponad cztery tysiące studentów rocznie. Od 2008 roku studentów jest coraz więcej. Kiedy zostaliśmy szpitalem uniwersyteckim nikt nie pomyślał, żeby prowadzić dydaktykę w większym zakresie. Nie mieliśmy sal dydaktycznych, szatni dla studentów. To wszystko przy pomocy Collegium Medicum udało nam się zrobić na tyle, na ile było to możliwe. A w nowym budynku będzie sala audytoryjna, sale wykładowe, co poprawi warunki pracy nauczycieli akademickich naszego szpitala i Czy po ewentualnym połączeniu szpitali wasz sprzęt byłby lepiej wykorzystywany, bo o tym również pisze dyrektor „Jurasza wbiuletynie?- Nasz sprzęt jest bardzo dobrze wykorzystany. A jeśli w „Juraszu” występują braki personelu, to one pewnie z czegoś wynikają. Może w “Juraszu” powinni zastanowić się nad zarządzaniem, warunkami pracy czy atmosferą pracy? Przecież to wszystko jest ważne, żeby ludzie chcieli gdzieś pracować. Na dziś nie mamy problemów z Na dziś?- Hasło: konsolidacja wzbudziło niepokoje wśród personelu. Boję się, że przez to część dobrych pracowników może znaleźć pracę w innych Do tej pory nieoficjalnie pojawiał się wątek toruńskiego szpitala, do którego mieliby trafić pracownicy po konsolidacji dwóchbydgoskich szpitali. To uzasadniony wątek? - Nie znam polityki personalnej pani dyrektor toruńskiego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Może ma również problemy związane z brakiem personelu? Z tego co wiem, to pani dyrektor nie rozmawiała jeszcze z nikim z naszego szpitala ani nikt się do niej nie zwrócił w sprawie pracy. Boję się, że kiedy dojdzie do konsolidacji szpitali w Bydgoszczy, to może się zmienić. Część ludzi pracujących u nas przyszła z „Jurasza” i nie chce do niego wracać. Pójdą do innego szpitala. Nie musi to być Toruń, może Grudziądz czy inne placówki w Może wie pani, jak miałby wyglądać „Biziel” po ewentualnej konsolidacji?- Nie mam pojęcia. Nie widziałam żadnych planów, co miałoby zostać skonsolidowane i jaki efekt miałby zostać Irytuje mnie, że tak duże niepokoje zostały wywołane przez plany UMK. Był już protest przed szpitalem, miały być kolejne, łącznie z manifestacjami w Toruniu. Zwykły pacjent boi się, czy będzie miał gdzie przyjść na następną wizytę do specjalisty. Przecież to kliniczny przykład, jak nie przeprowadzać tak fatalnych działań dotyczących konsolidacji!- Być może jakieś efekty z połączenia mogłyby nastąpić, ale należałoby działać nie od końca, a od początku. Najpierw rozmawiać z dyrektorami, pytać, czy widzimy taką konieczność? Może sami możemy coś zrobić? A tego nie było. Nie można tego komuś narzucać, to trzeba przemyśleć, przedyskutować, ocenić. Ocenić, jakie ryzyka są z tym związane. Jak zareagują na to ludzie? Tego To kiedy na ulicach pojawią się billboardy w ramach akcji „Ratujmy Biziela”?- Myślę, że one pojawią się tylko u nas. Raczej nie wyjdziemy z tym na ulice. Zależy mi na tym, żeby rektor UMK nie podjął pochopnej decyzji, żeby spróbował porozmawiać z ordynatorami „Biziela” i takie zaproszenie otrzyma od nas po powrocie z Rozmowa rektora z ordynatorami mogłaby coś zmienić?- Ordynatorzy powiedzą, co można poprawić, żeby szpital znalazł się w lepszej sytuacji finansowej oraz pokazać, że w „Bizielu” pracują bardzo dobre zespoły ludzi. Rozerwanie takiego zespołu, przeniesienie części do innego szpitala, będzie niczym innym, jak zmarnowaniem tego, co przez lata tu się zbudowało. To, że nie mamy problemów kadrowych wynika z tego, że ze sobą rozmawiamy. A pacjenci czują się u nas dobrze. W jednej z audycji usłyszałam pacjentkę, która powiedziała, że po raz pierwszy w naszym szpitalu spotkała się z taką opieką ze strony lekarzy. My nie traktujemy pacjentów przedmiotowo, tylko jako osoby, którym chcemy ofertyMateriały promocyjne partnera

co zjeść żeby trafić do szpitala