Ile razy zdarzyło Ci się słyszeć magiczną formułę „musisz się zmienić”? Sto razy, dwieście? A może – bądźmy w końcu do bólu szczerzy – wiele tysięcy razy? To najczęściej wypowiadana mantra. Trafia do naszych uszu z tak wielu stron, że pewnie łatwiej byłoby znaleźć osoby, które nigdy tak do nas nie powiedziały. Bo przecież &bdquo Stokrotka Kunickiego Lublin. kasjer-sprzedawca (były pracownik) - Władysława Kunickiego - 4 czerwca 2023. Witam, oni nie umieją docenić pracownika,jeden pracownik musi siedzieć na kasie i obsługiwać cztery pozostałe kasy samoobsługowe. Plusy. Żadne. Minusy. Nie ma zniżek na jedzenie w czasie pracy. Nie sztuka zapier. Wyprowadziłem wczoraj sv na spacerek po okolicy i uderzyła mnie taka myśl, że przesiadłem się z innego moto i w zasadzie trochę to tak jakbym się uczył od nowa jazdy, że byłoby bardzo pożyteczne dla tych, którzy są nowymi właścicielami (jak ja Pracowałem w eljocie, odszedłem i po jakimś czasie wróciłem. Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Nie zamierzam nic zmieniać. Widać że dużo pieniaczy się mądruje. ~Jwc: Pracowałem w tej firmie prawie 4 lata, odszedłem do Niemca, ale z perspektywy czasu i wynagrodzenia wiem że wrócę po wakacjach. Można powiedzieć, że „No Time to Die” to film o Bondzie, który zakończy wszystkie filmy o Bondzie. Dostępny teraz do przesyłania strumieniowego na Amazon Prime Video, 25. oficjalny film 007 z hukiem zamyka 15-letnią kadencję Daniela Craiga jako Jamesa Bonda (ale nie musisz czekać na scenę po napisach). Nie ma czasu pomyśleć Lyrics. [Zwrotka 1: Eldo] Mówię ci, każdy z nas szuka spokoju. Gdzieś w głębi każdy chce być daleko od kłopotów. Lecz wielu woli na skróty, gdzieś na łatwiznę . Po długich pięciu setach siatkarki ITA Tools Stal Mielec niestety przegrały na wyjezdzie z KS Sorellą Częstochowianką. Na odpoczynek nie ma jednak czasu - już w niedzielę, 6 marca kolejne spotkanie, tym razem w Mielcu. Siatkówka, 1. Liga Kobiet KS Sorella Częstochowianka - ITA Tools Stal Mielec 3:2 (26:24, 25:18, 20:25, 23:25, 15:10) Mielczanki pojechały do Częstochowy na mecz 23. kolejki, by zmierzyć się z czwartym zespołem w lidze. Niestety gra nie układała się zbyt dobrze i do gospodynie były górą w dwóch pierwszych setach. Siatkarki ITA Tools zwyciężyły jednak w trzecim secie dając sobie szansę na dalszą grę. Gdy wywalczyły także zwycięstwo w czwartym secie, powróciły nadzieje na cenne zwycięstwo. Niestety w tie-breaku częstochowianki odzyskały siły i doprowadziły do zwycięstwa w meczu. Ostatecznie mielczanki przywożą do Mielca tylko jeden punkt. Na rozterki nie ma jednak czasu. Już w niedzielę, 6 marca przed siatkarkami kolejne spotkanie. O godz. 18 na hali SP3 w Mielcu rozegrana zostanie kolejna, 24. kolejka 1. Ligi Kobiet. Rywalkami biało-niebieskich będą siatkarki z Białegostoku, które zajmują aktualnie przedostatnie miejsce w tabeli. Zdaniem prokuratora 51-letni Krzysztof z Antoniowa pod Ozimkiem został zamordowany krótko przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku, choć jego zwłoki znaleziono w rzece dopiero trzy miesiące później. Za zbrodnię został nieprawomocnie skazany Arkadiusz N., mieszkaniec tej samej wioski. Problem w tym, że ofiara była widziana przez kilku niezależnych świadków w czasie, gdy miała już nie żyć. Niejasności w tej sprawie jest więcej. Arkadiusz N. przekonuje, że ktoś wrabia go w tę zbrodnię. - Nie zabiłem Krzysztofa – zarzeka się oskarżony Arkadiusz N., gdy dzwoni do reporterki nto z zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. – W tej sprawie nic nie gra, ale widocznie nie było lepszego kandydata, więc przypięli tę zbrodnie mi. Wyrok pierwszej instancji był dla mnie szokiem, bo przy tak lipnych dowodach spodziewałem się uniewinnienia. Na koniec pojawił się jeszcze świadek, który opowiadał, że słyszał jak się rzekomo odgrażałem, że zabiję P. Dlaczego wcześniej milczał? Sądu to nie Arkadiusz N., nim trafił za kratki, mieszkał w Antoniowie pod Ozimkiem. Był wówczas mężem i ojcem trójki dzieci. Później jego małżeństwo się rozpadło. – Życie zrujnował mi prokurator. Powiedział żonie, żeby się ze mną rozwiodła, bo ja z więzienia nie wyjdę – mówi gorzko. Pokrzywdzonego znał. Krzysztof pomagał mu rąbać drewno na P., rocznik 1968, rozwiedziony, ojciec trójki dzieci. Mieszkał w Antoniowie samotnie. Z policyjnej notatki wynika, że mężczyzna ostatni raz był widziany przez sąsiada tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku. Miał wówczas iść do pobliskiego sklepu. Rodzinie tę wersję potwierdziła ekspedientka. Później kontakt się urwał. P. nie odbierał telefonów od krewnych i nie odpisywał na wiadomości. Początkowo nie byli zdziwieni, bo nieraz mówił, że świąt nie obchodzi. Ale Krzysztof milczał również po świętach. Gdy okazało się, że nie ma go w domu, a z posesji zniknął też jego rower, syn i zięć zgłosili zaginięcie. Było to na dwa dni przed Sylwestrem. Prowadzone przez policję działania przez wiele tygodni nie przynosiły rozwikłania zagadki, choć dokonano analizy bilingów telefonicznych oraz rozpytano w miejscowym półświatku. Krzysztof P. przepadł jak kamień w wodę. 51-latek miał problem z alkoholem. Popadał w wielotygodniowe ciągi, zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale zawsze później nawiązywał kontakt z rodziną. Tuż po Nowym Roku przy korycie rzeki, niedaleko domu zaginionego, znaleziono jego rower. W rowie za domem ujawniono z kolei polarową bluzę, koloru beżowego. 22 grudnia Krzysztof P. był w niej w miejscowym markecie. Potwierdziło to nagranie monitoringu. Uwagę kryminalnych zwróciła również kartka znaleziono w domu zaginionego, na której zanotowano ręcznie „(…) chciał mnie zabić”. Cztery dni później ktoś rozszyfruje, że czyhającym na życie P. miał być niejaki „Chódy” (pisownia oryginalna). Powołany do sprawy biegły nie będzie miał później wątpliwości, że autorem zapisku był Krzysztof. Z notatki policyjnej z 8 stycznia 2020 r., sporządzonej przez funkcjonariusza Komisariatu Policji w Ozimku: „W ramach pracy operacyjnej ustalono, że osobą o pseudonimie „Chódy” może być Arkadiusz N., zamieszkały w Antoniowie (…), przeciwko któremu złożono zawiadomienie dot. gwałtu w dniu 10 września 2019 roku na Pani (tu imię i nazwisko). Świadkiem tych wydarzeń miał być wtedy Krzysztof P., który namawiał Panią (…) do złożenia zawiadomienia oraz zapewniał ją, że może zeznawać w tej sprawie”. Informację taką policjant uzyskał od córki zaginionego. Sytuacji Arkadiusza N. nie poprawiał fakt, że na krótko przed zaginięciem był widziany w towarzystwie Krzysztofa P. w miejscowym sklepie, gdzie kupował alkohol. Dowód na to był niezbity, w postaci zapisu monitoringu. Następnie mężczyźni odjechali skuterem w kierunku Jedlic. I tu ślad się urywa. Przynajmniej dla prokuratury i sądu. 26 marca 2020 r., a więc trzy miesiące po zaginięciu byłego leśniczego, w pobliskich w Dylakach, w miejscu gdzie rzeka Libawka uchodzi do Jeziora Turawskiego, odnaleziono zwłoki mężczyzny. Natknął się na nie spacerowicz. Rodzina rozpoznała, że to zaginiony Krzysztof P. Z aktu oskarżenia wynika, że Arkadiusz N. miał udusić swoją ofiarę w nocy z 22 na 23 grudnia, a następnie ukryć zwłoki przy ujściu rzeki. Prokurator przyjął, że do zabójstwa doszło w domu Krzysztofa P., a następnie sprawca wywiózł zwłoki swoim samochodem. Pokonanie autem drogi od miejsca zamieszkana denata do miejsca ujawnienia zwłok zajmuje około 15-20 minut. Kto i po co ukrył rower? Odpowiedzi na to pytanie w aktach nie znajduję. Kluczowe w takich przypadkach jest znalezienie motywu. Prokurator widział go tak: „Motywem działania podejrzanego była zemsta na Krzysztofie P. w związku ze sprawą usiłowania zgwałcenia (tu imię i nazwisko kobiety). (…) Kwestia ta rozniosła się w lokalnym środowisku, wyśmiewano córkę Arkadiusza N. w szkole. Krzysztof P. rozpowiadał, że Arkadiusz N. jest gwałcicielem”. Do tych zdarzeń doszło 3 miesiące przed tajemniczym zniknięciem Krzysztofa. Mieszkanka Antoniowa zgłosiła wówczas, że sąsiad, czyli Arkadiusz N. próbował ją skrzywdzić. 20 grudnia 2019 r. N. usłyszał zarzut w tej sprawie. Prokurator przyjął, że dwa dni później, w nocy z 22 na 23 grudnia, doszło do sprawie gwałtu zrobiło się głośno za sprawą postu na Facebooku, który zamieściła sama ofiara. Kobieta o zdarzeniu powiedziała też Krzysztofowi P., z którym się przyjaźniła. Mężczyzna miał się wówczas zdenerwować i zadeklarować, że „zrobi porządek z Arkiem”. 43-latek do dziś zarzeka się, że nie próbował zgwałcić sąsiadki (finalnie został za to prawomocnie skazany). Przed prokuratorem twierdził, że Krzysztof P. zagadnął go kiedyś mówiąc, iż pokrzywdzona chce, by P. zeznawał przeciwko Arkadiuszowi. Wspomniał również o imprezie, na której konkubent kobiety „miał przykuć kajdankami Krzyśka do grzejnika i kazał mu zeznać przeciwko mnie za kwotę 10 tys. złotych”. Partnerka Krzysztofa powiedziała później przed sądem, że ona i Krzysztof faktycznie zostali skuci kajdankami przez męża napastowanej kobiety, który był policjantem, ale że ten zrobił to dla żartu. O tym, żeby namawiał P. do składania zeznań przeciwko Arkadiuszowi N. nie słyszała. Krzysztof P. rozwiódł się 8 lat przed zaginięciem. Kobieta, z którą był później w związku, na stałe mieszkała w Niemczech, gdzie pracowała. Opowiedziała policjantom, że jej kochanek często chodził nad kanał znajdujący się obok jego domu, uważał też, że ma nadprzyrodzone moce. Dodała również, że kilka miesięcy wcześniej Krzysztof P. wspominał jej o Radku K., ps. Chudy i Kangur, który miał być agresywny wobec zaginionego. Pseudonim był jednym z tropów, prowadzących do Arkadiusza N., choć on sam twierdzi, że nigdy nie używał ksywy Chudy. Wśród świadków, zeznających na różnych etapach postępowania, pojawiło się co najmniej kilku murowanych „kandydatów” do tego przydomku. Arkadiusz N. po raz pierwszy zostaje zatrzymany 4 lutego 2020 roku, a więc jeszcze przed odnalezieniem zwłok. W protokole odnotowano: „Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że zatrzymany w dniu rok w miejscowości Antoniów dokonał zabójstwa Krzysztofa P. Zachodzi obawa zacierania śladów”. Mężczyzna nie przyznał się wówczas do winy. Potwierdził natomiast, że 22 grudnia podwiózł Krzysztofa P. do sklepu po alkohol, a później zawiózł go na ul. Młyńską i tam się rozstali. Arkadiusz N. twierdzi, że po tym, odstawił skuter, wsiadł w samochód i pojechał na parkingu przy kościele w pobliskim Szczedrzyku, by odreagować kłótnię z żoną. Następnie miał wrócić do domu, wypić w garażu dwa piwa i pójść do domu, gdzie natknął się na żonę. Na korzyść zatrzymanego nie przemawiają kłamstwa, na których został przyłapany. Miesiąc po zaginięciu Krzysztofa, policjanci rozpytywali sąsiadów. Trafili również do Arkadiusz N. oraz jego żony. Powiedzieli, że znają mężczyznę tylko z widzenia, a ostatni raz widzieli go w sobotę przed świętami (czyli P. jechał na rowerze, a oni mieli wówczas wieszać lampki. Arkadiusz dodał jeszcze, że „oni z takimi ludźmi się nie zadają”. O wspólnych zakupach w sklepie nie wspomniał. Przed sądem stwierdził później, że powiedział tak przy żonie, która zabroniła mu się zadawać z alkoholikami. 5 lutego 2020 roku rusza śledztwo. Arkadiusz N. jest podejrzany o to, że „w grudniu 2019, w nieustalonym miejscu, w nieustalony sposób pozbawił życia Krzysztofa P., lat 51, a następnie dokonał ukrycia zwłok (…) w nieustalonym dotychczas miejscu”. W charakterze świadka przesłuchano również żonę podejrzanego. Kobieta stwierdziła, że mąż nie chciał jej powiedzieć, gdzie był 23 grudnia. „Ja jeszcze potem wiele razy pytałam się, gdzie był tej nocy i co robił, ale on mnie zbywał, mówił, że po co do tego wracać, nie chciał powiedzieć, gdzie był. (…) On się zamknął w sobie od tego czasu”. Mężczyzna wkrótce wyszedł na wolność, bo materiał dowodowy był zbyt słaby. W maju 2020 r. Arkadiusz N. zostaje jednak zatrzymany ponownie. Tym, co go obciąża jest znaleziony u niego telefon denata. Dwa dni później, podczas posiedzenia przed sądem w sprawie tymczasowego aresztu twierdzi, ze telefon kupił przez internet. Później zmieni zdanie i będzie utrzymywał, że historyjkę o zakupach przez internet podsunął mu policjant podczas przeszukania, sugerując, że tak będzie dla niego korzystniej. Według nowej wersji (N. podtrzymuje ją do dziś) telefon znalazł nad rzeką, gdy wracał ze swoim psem ze spaceru, ale nie wiedział, do kogo on należy. Co się stało z byłym leśniczym Krzysztof P. mieszkał w budynku dawnej leśniczówki. Żona odeszła od niego, bo nadużywał alkoholu. Miał też długi - zdaniem bliskich „drobne”, choć on sam zwierzał się znajomym, że chodziło o spore kwoty. O szczegółach nie opowiadał. Była żona przyznała przed sądem, że ojciec jej dzieci był lubianym człowiekiem. Dwa tygodnie przed zaginięciem, gdy odwiedziła go z synem, powiedział, że „sobie coś narobił i coś może wyjść”. Mówił, że czegoś się obawia, ale nie powiedział czego, a oni nie dopytywali. Były leśniczy miał swoje zasady, nie wpuszczał raczej ludzi do swojego domu, nawet znajomych. Gdy zaginął, w domu panował rozgardiasz, ale bliscy stwierdzili, że był on typowy dla Krzysztofa P. i nie zauważyli w nim nic niepokojącego. Nie dostrzegli też żadnych śladów walki. W akcie oskarżenia prokurator dowodzi, że do śmierci doszło poprzez zagardlenie (biegły z zakresu medycyny sądowej stwierdził złamanie kości gnykowej i chrząstki krtani). Obrażenia mogły wskazywać, że ofiara była duszona. Zwłoki znajdowały się jednak w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego ekspert nie mógł z całą pewnością potwierdzić, czy to doprowadziło do śmierci Krzysztofa P., czy też mężczyzna na skutek duszenia stracił jedynie przytomność, a później został wrzucony do wody, w wyniku czego nastąpiła śmierć przez utonięcie. Biegły, dopytywany przez sąd, nie był w stanie też wykluczyć, że Krzysztof P. doznał urazu szyi wcześniej, a później utonął i nie było w tym udziału osób trzecich. Specjalista medycyny sądowej stwierdził, że mężczyzna w chwili śmierci był pod wpływem przyjął, że do zbrodni doszło w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r. Co ciekawe, pod koniec grudnia policjanci przesłuchali mężczyznę, który znał osobiście Krzysztofa P. Stwierdził on, że 23 grudnia, około godz. a więc w czasie, gdy były leśniczy miał już nie żyć, widział on go w Ozimku za barem Blacha. Jak zeznał świadek, znajomy leżał na ławce, a obok stał jego rower koloru brązowego z koszykiem z tyłu. Świadek szczegółowo opisał, jak mężczyzna był ubrany, choć dodał, że nie rozmawiał z nim, gdyż podejrzewał, iż ten jest nietrzeźwy. Tymczasem inny świadek powiedział policjantom, że zaginionego widział 28 grudnia, a więc 5 dni po rzekomej śmierci, w rejonie Gospody u Mazura w Antoniowie. Krzysztof P. miał wówczas jechać w kierunku Jedlic. Proces Arkadiusza N. ruszył 3 marca 2021 roku przed Sądem Okręgowy w Opolu. Przewodniczącą składu była sędzia Małgorzata Marciniak. Relację z procesu zobaczyła pracownica jednego z ozimeckich sklepów obuwniczych. Skojarzyła wówczas, że Krzysztof P., którego znała osobiście od ponad 30 lat, nie mógł zginąć w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r., gdyż w przeddzień Wigilii, a więc 23 grudnia około godz. 11 był u niej w sklepie, by pożyczyć drobną kwotę. Świadek burzył przyjętą przez prokuratora wersję wydarzeń. Finalnie sąd uznał, że… jego zeznania są „mniej wiarygodne” od innych dowodów. „Nie można też wykluczyć, iż z jakiegoś powodu (kobieta) chciała zeznać korzystnie dla oskarżonego” – konkludował sąd. Dlaczego tak miałoby być, nie wiadomo, zwłaszcza, że Arkadiusz N. twierdzi, że nie zna natomiast przyjąć, iż kobieta i inni świadkowie, którzy widzieli Krzysztofa P. po jego rzekomej dacie śmierci, są wiarygodni koncepcja poszlak łączących się w nierozerwalny ciąg sypie się jak domek z kart. Telefon denata – jak wynika z danych telekomunikacyjnych - zniknął z logowań do BTS 22 grudnia 2019 roku, o godz. (BTS to stacja przekaźnikowa, z którą w danym momencie łączy się telefon). Urządzenie to, w ocenie prokuratury, ponownie zostało aktywowane przez Arkadiusza N. dopiero w marcu 2020 r. Prokurator przyjął, że oskarżony włączył telefon, bo uznał, że organy ścigania przestały się nim interesować. Sąd, po procesie poszlakowym, odnotował w wyroku: „Między godz. a godz. (w odstępie około godziny) zarówno (…) telefon oskarżonego, jak i pokrzywdzonego logowały się w Dylakach, czyli w miejscu znalezienia zwłok Krzysztofa P. Logowania do BTS biegły sądowy stwierdził na podstawie połączeń telefonicznych. Pojawia się więc pytanie, co obaj mężczyźni (a ściślej mówiąc ich telefony) zimową porą, w późnych godzinach wieczorno-nocnych, robili poza domem i to w obszarze BTS, gdzie następnie znaleziono zwłoki pokrzywdzonego”. Czy to przesądza o tym, że mężczyźni byli wówczas obok siebie? Zdaniem biegłego, jeśli BTS jest na otwartej przestrzeni, to połączyć może się z nim telefon, znajdujący się w odległości 3-4 kilometrów. W ekspertyzie sporządzonej przez specjalistę z Katowic czytamy: „na podstawie posiadanych danych można wykazać jedynie, że telefony logowały się do tej samej stacji, tzn. znajdowały się w jej zasięgu. Ze względu na brak dokładniejszych danych nie jest możliwe dokładne określenie położenia telefonów oraz odległości między nimi. Ze względu na duży obszar działania stacji, telefony mogły być obok siebie, jak również mogły być oddalone o kilkaset metrów od siebie”. Logowanie do BTS-ów może być poszlaką w chwili, gdy przyjmiemy, że do zbrodni faktycznie doszło w nocy z 22 na 23 grudnia. To by jednak oznaczało, że kilkoro świadków myliło się, mówiąc, że widziało po tej dacie Krzysztofa P., ewentualnie, że celowo skłamali. Jeśli były leśniczy faktycznie wówczas żył, poszlaka ta powinna trafić do kosza. Zagwozdkę tę mógłby rozwikłać biegły medycyny sądowej, ale zaawansowany stan rozkładu zwłok w chwili ich odnalezienia nie ułatwiał sprawy. Ostatecznie biegły stwierdził, że ustalenie czasu zgonu z kilkudniową dokładnością jest niemożliwe, a zgon mógł nastąpić w okresie „od najmniej kilku tygodni do kilku miesięcy” przed odnalezieniem ciała. Samochód bez śladów denataProkurator przyjął, że zwłoki Krzysztofa P. zostały przetransportowane nad rzekę samochodem Arkadiusza N. Biegły stwierdził, że w samochodzie śladów denata nie znalazł, zastrzegając jednak, że wnętrze auta nie jest przyjaznym miejscem, jeśli chodzi o ślady genetyczne, gdyż w takich warunkach często mają one krótką żywotność. Sąd, na tej podstawie, konkluduje w wyroku: „Z faktu, iż nie stwierdzono śladów dotykowych, nie można wnosić braku obecności osoby w samochodzie, tym bardziej jeżeli była to osoba martwa, u której nie występują odruchy nanoszące materiał biologiczny”.Ekspert wypowiedział się też na okoliczność śladów genetycznych, znalezionych w miejscu zamieszkania denata. Jedynym śladem, który mógłby wskazywać na obecność Arkadiusza N. w domu Krzysztofa P., jest ten pozostawiony na krawędzi stołu. Biegły zastrzega natomiast, że nie da się na tej podstawie wysunąć wniosku jak długo ani kiedy dokładnie oskarżony był w pomieszczeniu. Śladów domniemanego sprawcy nie ujawniono również na niedopałkach papierosów ani na puszkach piwa. W domu nie było też śladów lutym 2022 roku na Komisariat Policji w Ozimku zgłosił się jeszcze jeden świadek, któremu przypomniało się, że ma istotną wiedzę w tej sprawie. Damian P. oświadczył, że w okresie wiosenno-letnim 2019 roku wielokrotnie był z Arkadiuszem N. na rybach. Wędkowali w rejonie domu Krzysztofa P. Oskarżony, przechodząc koło tego domu, miał „przynajmniej czterokrotnie” powiedzieć „kiedyś go zaje…ie” i „kiedyś go zapier…”. Damian P. miał nawet zapytać o powód tych pogróżek, ale – jak twierdzi- usłyszał, że to nieważne. W sprawie pojawił się jeszcze jeden trop. Bliskich Krzysztofa P. zaniepokoił miejscowy przedsiębiorca, mieszkaniec jednej z okolicznych wiosek, który – jeszcze nim odnaleziono ciało – chciał wynająć dom zaginionego z możliwością wykupu. Miesiąc wcześniej – jak wynika z relacji córki denata – ofertę kupna nieruchomości złożył też jej bratu. W przeszłości podobne propozycje miał również otrzymywać sam Krzysztof P. Twierdził, że zainteresowani byli ludzie z Opola i Wrocławia. Sąd ostatecznie ocenił jednak, że ten trop to ślepa uliczka. Sąd Okręgowy w Opolu, wyrokiem z 28 lutego 2022 roku, uznał Arkadiusz N. winnym tego, że „w nocy z 22/23 grudnia 2019 roku w Antoniowie, działając w zamiarze bezpośrednim, poprzez uduszenie, pozbawił życia pokrzywdzonego Krzysztofa P., a następnie dokonał ukrycia zwłok”. 43-latek został skazany na 13 lat pozbawienia w wyroku stwierdził: „Przeprowadzone w sprawie dowody, choć są tu głownie dowody poszlakowe, dają spójny, logiczny i całościowy obraz zdarzeń, a jednocześnie podstawę do przyjęcia winy i sprawstwa oskarżonego w zakresie popełnienia zarzucanego mu czynu. Poszlaki łączą się ze sobą, wzajemnie korespondują i jednocześnie pozwalają wykluczyć inne niż przyjęta wersja zdarzeń. Najbardziej oskarżonego obciążają jego własne wyjaśnienia, które w istotnej dla rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu części, zostały zweryfikowane negatywnie i jednoznaczne dowody z logowania telefonów, dokładnie opisane w opiniach biegłego”.Z wyrokiem nie zgadza się ani prokurator ani oskarżony. Ten pierwszy w wywiedzionej apelacji domaga się 25 lat więzienia. Obrońca Arkadiusza N. żąda uniewinnienia lub skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Oskarżony nie marzy nawet o uniewinnieniu przez sąd apelacyjny. Liczy na to, że sprawa wróci do pierwszej instancji, a nowy skład dostrzeże luki w poszlakach. Termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze przebywa obecnie w jednym z opolskich zakładów karnych , gdzie odbywa karę za usiłowanie gwałtu. Sąd skazał go w tej sprawie na 2 lata ofertyMateriały promocyjne partnera Zdaniem prokuratora 51-letni Krzysztof z Antoniowa pod Ozimkiem został zamordowany krótko przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku, choć jego zwłoki znaleziono w rzece dopiero trzy miesiące później. Za zbrodnię został nieprawomocnie skazany Arkadiusz N., mieszkaniec tej samej wioski. Problem w tym, że ofiara była widziana przez kilku niezależnych świadków w czasie, gdy miała już nie żyć. Niejasności w tej sprawie jest więcej. Arkadiusz N. przekonuje, że ktoś wrabia go w tę zbrodnię. - Nie zabiłem Krzysztofa – zarzeka się oskarżony Arkadiusz N., gdy dzwoni do reporterki nto z zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. – W tej sprawie nic nie gra, ale widocznie nie było lepszego kandydata, więc przypięli tę zbrodnie mi. Wyrok pierwszej instancji był dla mnie szokiem, bo przy tak lipnych dowodach spodziewałem się uniewinnienia. Na koniec pojawił się jeszcze świadek, który opowiadał, że słyszał jak się rzekomo odgrażałem, że zabiję P. Dlaczego wcześniej milczał? Sądu to nie Arkadiusz N., nim trafił za kratki, mieszkał w Antoniowie pod Ozimkiem. Był wówczas mężem i ojcem trójki dzieci. Później jego małżeństwo się rozpadło. – Życie zrujnował mi prokurator. Powiedział żonie, żeby się ze mną rozwiodła, bo ja z więzienia nie wyjdę – mówi gorzko. Pokrzywdzonego znał. Krzysztof pomagał mu rąbać drewno na P., rocznik 1968, rozwiedziony, ojciec trójki dzieci. Mieszkał w Antoniowie samotnie. Z policyjnej notatki wynika, że mężczyzna ostatni raz był widziany przez sąsiada tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku. Miał wówczas iść do pobliskiego sklepu. Rodzinie tę wersję potwierdziła ekspedientka. Później kontakt się urwał. P. nie odbierał telefonów od krewnych i nie odpisywał na wiadomości. Początkowo nie byli zdziwieni, bo nieraz mówił, że świąt nie obchodzi. Ale Krzysztof milczał również po świętach. Gdy okazało się, że nie ma go w domu, a z posesji zniknął też jego rower, syn i zięć zgłosili zaginięcie. Było to na dwa dni przed Sylwestrem. Prowadzone przez policję działania przez wiele tygodni nie przynosiły rozwikłania zagadki, choć dokonano analizy bilingów telefonicznych oraz rozpytano w miejscowym półświatku. Krzysztof P. przepadł jak kamień w wodę. 51-latek miał problem z alkoholem. Popadał w wielotygodniowe ciągi, zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale zawsze później nawiązywał kontakt z rodziną. Tuż po Nowym Roku przy korycie rzeki, niedaleko domu zaginionego, znaleziono jego rower. W rowie za domem ujawniono z kolei polarową bluzę, koloru beżowego. 22 grudnia Krzysztof P. był w niej w miejscowym markecie. Potwierdziło to nagranie monitoringu. Uwagę kryminalnych zwróciła również kartka znaleziono w domu zaginionego, na której zanotowano ręcznie „(…) chciał mnie zabić”. Cztery dni później ktoś rozszyfruje, że czyhającym na życie P. miał być niejaki „Chódy” (pisownia oryginalna). Powołany do sprawy biegły nie będzie miał później wątpliwości, że autorem zapisku był Krzysztof. Z notatki policyjnej z 8 stycznia 2020 r., sporządzonej przez funkcjonariusza Komisariatu Policji w Ozimku: „W ramach pracy operacyjnej ustalono, że osobą o pseudonimie „Chódy” może być Arkadiusz N., zamieszkały w Antoniowie (…), przeciwko któremu złożono zawiadomienie dot. gwałtu w dniu 10 września 2019 roku na Pani (tu imię i nazwisko). Świadkiem tych wydarzeń miał być wtedy Krzysztof P., który namawiał Panią (…) do złożenia zawiadomienia oraz zapewniał ją, że może zeznawać w tej sprawie”. Informację taką policjant uzyskał od córki zaginionego. Sytuacji Arkadiusza N. nie poprawiał fakt, że na krótko przed zaginięciem był widziany w towarzystwie Krzysztofa P. w miejscowym sklepie, gdzie kupował alkohol. Dowód na to był niezbity, w postaci zapisu monitoringu. Następnie mężczyźni odjechali skuterem w kierunku Jedlic. I tu ślad się urywa. Przynajmniej dla prokuratury i sądu. 26 marca 2020 r., a więc trzy miesiące po zaginięciu byłego leśniczego, w pobliskich w Dylakach, w miejscu gdzie rzeka Libawka uchodzi do Jeziora Turawskiego, odnaleziono zwłoki mężczyzny. Natknął się na nie spacerowicz. Rodzina rozpoznała, że to zaginiony Krzysztof P. Z aktu oskarżenia wynika, że Arkadiusz N. miał udusić swoją ofiarę w nocy z 22 na 23 grudnia, a następnie ukryć zwłoki przy ujściu rzeki. Prokurator przyjął, że do zabójstwa doszło w domu Krzysztofa P., a następnie sprawca wywiózł zwłoki swoim samochodem. Pokonanie autem drogi od miejsca zamieszkana denata do miejsca ujawnienia zwłok zajmuje około 15-20 minut. Kto i po co ukrył rower? Odpowiedzi na to pytanie w aktach nie znajduję. Kluczowe w takich przypadkach jest znalezienie motywu. Prokurator widział go tak: „Motywem działania podejrzanego była zemsta na Krzysztofie P. w związku ze sprawą usiłowania zgwałcenia (tu imię i nazwisko kobiety). (…) Kwestia ta rozniosła się w lokalnym środowisku, wyśmiewano córkę Arkadiusza N. w szkole. Krzysztof P. rozpowiadał, że Arkadiusz N. jest gwałcicielem”. Do tych zdarzeń doszło 3 miesiące przed tajemniczym zniknięciem Krzysztofa. Mieszkanka Antoniowa zgłosiła wówczas, że sąsiad, czyli Arkadiusz N. próbował ją skrzywdzić. 20 grudnia 2019 r. N. usłyszał zarzut w tej sprawie. Prokurator przyjął, że dwa dni później, w nocy z 22 na 23 grudnia, doszło do sprawie gwałtu zrobiło się głośno za sprawą postu na Facebooku, który zamieściła sama ofiara. Kobieta o zdarzeniu powiedziała też Krzysztofowi P., z którym się przyjaźniła. Mężczyzna miał się wówczas zdenerwować i zadeklarować, że „zrobi porządek z Arkiem”. 43-latek do dziś zarzeka się, że nie próbował zgwałcić sąsiadki (finalnie został za to prawomocnie skazany). Przed prokuratorem twierdził, że Krzysztof P. zagadnął go kiedyś mówiąc, iż pokrzywdzona chce, by P. zeznawał przeciwko Arkadiuszowi. Wspomniał również o imprezie, na której konkubent kobiety „miał przykuć kajdankami Krzyśka do grzejnika i kazał mu zeznać przeciwko mnie za kwotę 10 tys. złotych”. Partnerka Krzysztofa powiedziała później przed sądem, że ona i Krzysztof faktycznie zostali skuci kajdankami przez męża napastowanej kobiety, który był policjantem, ale że ten zrobił to dla żartu. O tym, żeby namawiał P. do składania zeznań przeciwko Arkadiuszowi N. nie słyszała. Krzysztof P. rozwiódł się 8 lat przed zaginięciem. Kobieta, z którą był później w związku, na stałe mieszkała w Niemczech, gdzie pracowała. Opowiedziała policjantom, że jej kochanek często chodził nad kanał znajdujący się obok jego domu, uważał też, że ma nadprzyrodzone moce. Dodała również, że kilka miesięcy wcześniej Krzysztof P. wspominał jej o Radku K., ps. Chudy i Kangur, który miał być agresywny wobec zaginionego. Pseudonim był jednym z tropów, prowadzących do Arkadiusza N., choć on sam twierdzi, że nigdy nie używał ksywy Chudy. Wśród świadków, zeznających na różnych etapach postępowania, pojawiło się co najmniej kilku murowanych „kandydatów” do tego przydomku. Arkadiusz N. po raz pierwszy zostaje zatrzymany 4 lutego 2020 roku, a więc jeszcze przed odnalezieniem zwłok. W protokole odnotowano: „Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że zatrzymany w dniu rok w miejscowości Antoniów dokonał zabójstwa Krzysztofa P. Zachodzi obawa zacierania śladów”. Mężczyzna nie przyznał się wówczas do winy. Potwierdził natomiast, że 22 grudnia podwiózł Krzysztofa P. do sklepu po alkohol, a później zawiózł go na ul. Młyńską i tam się rozstali. Arkadiusz N. twierdzi, że po tym, odstawił skuter, wsiadł w samochód i pojechał na parkingu przy kościele w pobliskim Szczedrzyku, by odreagować kłótnię z żoną. Następnie miał wrócić do domu, wypić w garażu dwa piwa i pójść do domu, gdzie natknął się na żonę. Na korzyść zatrzymanego nie przemawiają kłamstwa, na których został przyłapany. Miesiąc po zaginięciu Krzysztofa, policjanci rozpytywali sąsiadów. Trafili również do Arkadiusz N. oraz jego żony. Powiedzieli, że znają mężczyznę tylko z widzenia, a ostatni raz widzieli go w sobotę przed świętami (czyli P. jechał na rowerze, a oni mieli wówczas wieszać lampki. Arkadiusz dodał jeszcze, że „oni z takimi ludźmi się nie zadają”. O wspólnych zakupach w sklepie nie wspomniał. Przed sądem stwierdził później, że powiedział tak przy żonie, która zabroniła mu się zadawać z alkoholikami. 5 lutego 2020 roku rusza śledztwo. Arkadiusz N. jest podejrzany o to, że „w grudniu 2019, w nieustalonym miejscu, w nieustalony sposób pozbawił życia Krzysztofa P., lat 51, a następnie dokonał ukrycia zwłok (…) w nieustalonym dotychczas miejscu”. W charakterze świadka przesłuchano również żonę podejrzanego. Kobieta stwierdziła, że mąż nie chciał jej powiedzieć, gdzie był 23 grudnia. „Ja jeszcze potem wiele razy pytałam się, gdzie był tej nocy i co robił, ale on mnie zbywał, mówił, że po co do tego wracać, nie chciał powiedzieć, gdzie był. (…) On się zamknął w sobie od tego czasu”. Mężczyzna wkrótce wyszedł na wolność, bo materiał dowodowy był zbyt słaby. W maju 2020 r. Arkadiusz N. zostaje jednak zatrzymany ponownie. Tym, co go obciąża jest znaleziony u niego telefon denata. Dwa dni później, podczas posiedzenia przed sądem w sprawie tymczasowego aresztu twierdzi, ze telefon kupił przez internet. Później zmieni zdanie i będzie utrzymywał, że historyjkę o zakupach przez internet podsunął mu policjant podczas przeszukania, sugerując, że tak będzie dla niego korzystniej. Według nowej wersji (N. podtrzymuje ją do dziś) telefon znalazł nad rzeką, gdy wracał ze swoim psem ze spaceru, ale nie wiedział, do kogo on należy. Co się stało z byłym leśniczym Krzysztof P. mieszkał w budynku dawnej leśniczówki. Żona odeszła od niego, bo nadużywał alkoholu. Miał też długi - zdaniem bliskich „drobne”, choć on sam zwierzał się znajomym, że chodziło o spore kwoty. O szczegółach nie opowiadał. Była żona przyznała przed sądem, że ojciec jej dzieci był lubianym człowiekiem. Dwa tygodnie przed zaginięciem, gdy odwiedziła go z synem, powiedział, że „sobie coś narobił i coś może wyjść”. Mówił, że czegoś się obawia, ale nie powiedział czego, a oni nie dopytywali. Były leśniczy miał swoje zasady, nie wpuszczał raczej ludzi do swojego domu, nawet znajomych. Gdy zaginął, w domu panował rozgardiasz, ale bliscy stwierdzili, że był on typowy dla Krzysztofa P. i nie zauważyli w nim nic niepokojącego. Nie dostrzegli też żadnych śladów walki. W akcie oskarżenia prokurator dowodzi, że do śmierci doszło poprzez zagardlenie (biegły z zakresu medycyny sądowej stwierdził złamanie kości gnykowej i chrząstki krtani). Obrażenia mogły wskazywać, że ofiara była duszona. Zwłoki znajdowały się jednak w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego ekspert nie mógł z całą pewnością potwierdzić, czy to doprowadziło do śmierci Krzysztofa P., czy też mężczyzna na skutek duszenia stracił jedynie przytomność, a później został wrzucony do wody, w wyniku czego nastąpiła śmierć przez utonięcie. Biegły, dopytywany przez sąd, nie był w stanie też wykluczyć, że Krzysztof P. doznał urazu szyi wcześniej, a później utonął i nie było w tym udziału osób trzecich. Specjalista medycyny sądowej stwierdził, że mężczyzna w chwili śmierci był pod wpływem alkoholu. Prokurator przyjął, że do zbrodni doszło w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r. Co ciekawe, pod koniec grudnia policjanci przesłuchali mężczyznę, który znał osobiście Krzysztofa P. Stwierdził on, że 23 grudnia, około godz. a więc w czasie, gdy były leśniczy miał już nie żyć, widział on go w Ozimku za barem Blacha. Jak zeznał świadek, znajomy leżał na ławce, a obok stał jego rower koloru brązowego z koszykiem z tyłu. Świadek szczegółowo opisał, jak mężczyzna był ubrany, choć dodał, że nie rozmawiał z nim, gdyż podejrzewał, iż ten jest nietrzeźwy. Tymczasem inny świadek powiedział policjantom, że zaginionego widział 28 grudnia, a więc 5 dni po rzekomej śmierci, w rejonie Gospody u Mazura w Antoniowie. Krzysztof P. miał wówczas jechać w kierunku Jedlic. Proces Arkadiusza N. ruszył 3 marca 2021 roku przed Sądem Okręgowy w Opolu. Przewodniczącą składu była sędzia Małgorzata Marciniak. Relację z procesu zobaczyła pracownica jednego z ozimeckich sklepów obuwniczych. Skojarzyła wówczas, że Krzysztof P., którego znała osobiście od ponad 30 lat, nie mógł zginąć w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r., gdyż w przeddzień Wigilii, a więc 23 grudnia około godz. 11 był u niej w sklepie, by pożyczyć drobną kwotę. Świadek burzył przyjętą przez prokuratora wersję wydarzeń. Finalnie sąd uznał, że… jego zeznania są „mniej wiarygodne” od innych dowodów. „Nie można też wykluczyć, iż z jakiegoś powodu (kobieta) chciała zeznać korzystnie dla oskarżonego” – konkludował sąd. Dlaczego tak miałoby być, nie wiadomo, zwłaszcza, że Arkadiusz N. twierdzi, że nie zna natomiast przyjąć, iż kobieta i inni świadkowie, którzy widzieli Krzysztofa P. po jego rzekomej dacie śmierci, są wiarygodni koncepcja poszlak łączących się w nierozerwalny ciąg sypie się jak domek z kart. Telefon denata – jak wynika z danych telekomunikacyjnych - zniknął z logowań do BTS 22 grudnia 2019 roku, o godz. (BTS to stacja przekaźnikowa, z którą w danym momencie łączy się telefon). Urządzenie to, w ocenie prokuratury, ponownie zostało aktywowane przez Arkadiusza N. dopiero w marcu 2020 r. Prokurator przyjął, że oskarżony włączył telefon, bo uznał, że organy ścigania przestały się nim interesować. Sąd, po procesie poszlakowym, odnotował w wyroku: „Między godz. a godz. (w odstępie około godziny) zarówno (…) telefon oskarżonego, jak i pokrzywdzonego logowały się w Dylakach, czyli w miejscu znalezienia zwłok Krzysztofa P. Logowania do BTS biegły sądowy stwierdził na podstawie połączeń telefonicznych. Pojawia się więc pytanie, co obaj mężczyźni (a ściślej mówiąc ich telefony) zimową porą, w późnych godzinach wieczorno-nocnych, robili poza domem i to w obszarze BTS, gdzie następnie znaleziono zwłoki pokrzywdzonego”. Czy to przesądza o tym, że mężczyźni byli wówczas obok siebie? Zdaniem biegłego, jeśli BTS jest na otwartej przestrzeni, to połączyć może się z nim telefon, znajdujący się w odległości 3-4 kilometrów. W ekspertyzie sporządzonej przez specjalistę z Katowic czytamy: „na podstawie posiadanych danych można wykazać jedynie, że telefony logowały się do tej samej stacji, tzn. znajdowały się w jej zasięgu. Ze względu na brak dokładniejszych danych nie jest możliwe dokładne określenie położenia telefonów oraz odległości między nimi. Ze względu na duży obszar działania stacji, telefony mogły być obok siebie, jak również mogły być oddalone o kilkaset metrów od siebie”. Logowanie do BTS-ów może być poszlaką w chwili, gdy przyjmiemy, że do zbrodni faktycznie doszło w nocy z 22 na 23 grudnia. To by jednak oznaczało, że kilkoro świadków myliło się, mówiąc, że widziało po tej dacie Krzysztofa P., ewentualnie, że celowo skłamali. Jeśli były leśniczy faktycznie wówczas żył, poszlaka ta powinna trafić do kosza. Zagwozdkę tę mógłby rozwikłać biegły medycyny sądowej, ale zaawansowany stan rozkładu zwłok w chwili ich odnalezienia nie ułatwiał sprawy. Ostatecznie biegły stwierdził, że ustalenie czasu zgonu z kilkudniową dokładnością jest niemożliwe, a zgon mógł nastąpić w okresie „od najmniej kilku tygodni do kilku miesięcy” przed odnalezieniem ciała. Samochód bez śladów denataProkurator przyjął, że zwłoki Krzysztofa P. zostały przetransportowane nad rzekę samochodem Arkadiusza N. Biegły stwierdził, że w samochodzie śladów denata nie znalazł, zastrzegając jednak, że wnętrze auta nie jest przyjaznym miejscem, jeśli chodzi o ślady genetyczne, gdyż w takich warunkach często mają one krótką żywotność. Sąd, na tej podstawie, konkluduje w wyroku: „Z faktu, iż nie stwierdzono śladów dotykowych, nie można wnosić braku obecności osoby w samochodzie, tym bardziej jeżeli była to osoba martwa, u której nie występują odruchy nanoszące materiał biologiczny”.Ekspert wypowiedział się też na okoliczność śladów genetycznych, znalezionych w miejscu zamieszkania denata. Jedynym śladem, który mógłby wskazywać na obecność Arkadiusza N. w domu Krzysztofa P., jest ten pozostawiony na krawędzi stołu. Biegły zastrzega natomiast, że nie da się na tej podstawie wysunąć wniosku jak długo ani kiedy dokładnie oskarżony był w pomieszczeniu. Śladów domniemanego sprawcy nie ujawniono również na niedopałkach papierosów ani na puszkach piwa. W domu nie było też śladów lutym 2022 roku na Komisariat Policji w Ozimku zgłosił się jeszcze jeden świadek, któremu przypomniało się, że ma istotną wiedzę w tej sprawie. Damian P. oświadczył, że w okresie wiosenno-letnim 2019 roku wielokrotnie był z Arkadiuszem N. na rybach. Wędkowali w rejonie domu Krzysztofa P. Oskarżony, przechodząc koło tego domu, miał „przynajmniej czterokrotnie” powiedzieć „kiedyś go zaje…ie” i „kiedyś go zapier…”. Damian P. miał nawet zapytać o powód tych pogróżek, ale – jak twierdzi- usłyszał, że to nieważne. W sprawie pojawił się jeszcze jeden trop. Bliskich Krzysztofa P. zaniepokoił miejscowy przedsiębiorca, mieszkaniec jednej z okolicznych wiosek, który – jeszcze nim odnaleziono ciało – chciał wynająć dom zaginionego z możliwością wykupu. Miesiąc wcześniej – jak wynika z relacji córki denata – ofertę kupna nieruchomości złożył też jej bratu. W przeszłości podobne propozycje miał również otrzymywać sam Krzysztof P. Twierdził, że zainteresowani byli ludzie z Opola i Wrocławia. Sąd ostatecznie ocenił jednak, że ten trop to ślepa uliczka. Sąd Okręgowy w Opolu, wyrokiem z 28 lutego 2022 roku, uznał Arkadiusz N. winnym tego, że „w nocy z 22/23 grudnia 2019 roku w Antoniowie, działając w zamiarze bezpośrednim, poprzez uduszenie, pozbawił życia pokrzywdzonego Krzysztofa P., a następnie dokonał ukrycia zwłok”. 43-latek został skazany na 13 lat pozbawienia w wyroku stwierdził: „Przeprowadzone w sprawie dowody, choć są tu głownie dowody poszlakowe, dają spójny, logiczny i całościowy obraz zdarzeń, a jednocześnie podstawę do przyjęcia winy i sprawstwa oskarżonego w zakresie popełnienia zarzucanego mu czynu. Poszlaki łączą się ze sobą, wzajemnie korespondują i jednocześnie pozwalają wykluczyć inne niż przyjęta wersja zdarzeń. Najbardziej oskarżonego obciążają jego własne wyjaśnienia, które w istotnej dla rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu części, zostały zweryfikowane negatywnie i jednoznaczne dowody z logowania telefonów, dokładnie opisane w opiniach biegłego”.Z wyrokiem nie zgadza się ani prokurator ani oskarżony. Ten pierwszy w wywiedzionej apelacji domaga się 25 lat więzienia. Obrońca Arkadiusza N. żąda uniewinnienia lub skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Oskarżony nie marzy nawet o uniewinnieniu przez sąd apelacyjny. Liczy na to, że sprawa wróci do pierwszej instancji, a nowy skład dostrzeże luki w poszlakach. Termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze przebywa obecnie w jednym z opolskich zakładów karnych , gdzie odbywa karę za usiłowanie gwałtu. Sąd skazał go w tej sprawie na 2 lata ofertyMateriały promocyjne partnera Co zrobić w czasie kiedy klienci są na wakacjach, a firmy chwilowo wstrzymują swoje decyzje jeśli chodzi o nowe inwestycje? Co, jeśli klienci po kilku miesiącach siedzenia w domu mają już dość komputerów, smartfonów, internetu i najzwyczajniej na świecie chcą się cieszyć długimi wieczorami, względnie dobrą pogodą i wakacjami? Nie musisz siadać i załamywać rąk. Być może przez kilka ostatnich miesięcy byłaś bardzo zajęta i w końcu masz czas na to, aby odetchnąć i dla odmiany popracować nad swoim biznesem, a nie tylko w nim? Możesz zrobić wiele rzeczy, dzięki którym wzrośnie wartość Twojej marki. Możesz skupić się na tworzeniu wartościowych treści, uaktualnieniu swojego portfolio lub na porządkowaniu spraw organizacyjno – technicznych w biznesie. Przygotowałam dla Ciebie listę 8 rzeczy, jakie możesz zrobić w swoim biznesie, aby dobrze wykorzystać wakacyjny przestój w swoim biznesie. Gotowa? 1. Posprzątaj pliki na swoim komputerze W normalnym biznesowym “ruchu” ciężko jest znaleźć czas na to, by uporządkować wszystkie pliki. Kiedy więc masz trochę więcej wolnego czasu w pierwszej kolejności wykorzystaj go na uporządkowanie Twoje głównego miejsca pracy, podziękujesz później. Nie wiem jak Ty, ale ja zwykle mam zapisane x wersji grafik, prezentacji, setki zdjęć do uporządkowania, foldery, które pobieram z dysku, materiały do nauki. W skali miesiąca zbiera się tego spokojnie kilkanaście giga. Raz na tydzień robię względny porządek wyrzucając to, co jest mi już niepotrzebne, a to, co zostaje rozdzielam do poszczególnych folderów, a kopię wrzucam na chmurę. Polecam przetestować. 2. Zrób biznesowy audyt Spójrz na swój biznes i na swoje codziennie działania krytycznym okiem właścicielki i zastanów się nad tym, co robisz, co chciałabyś zmienić, a co dodać/ulepszyć? Co Cię wkurza już od dawna i w końcu możesz to wyrzucić ze swojego dnia? Na pewno znajdzie się parę rzeczy do zmiany. Teraz jest właśnie najlepszy czas, aby to zrobić. Nie jesteś zbyt zmęczona codzienną pracą, więc Twoja głowa ma przestrzeń na kreatywne myślenie 🙂 3. Przeprowadź analizę działań w internecie Kiedy już zastanawiasz się ogólnie nad swoim biznesem – możesz zabrać się za poszczególne elementy swoich działań w internecie. Sprawdź swoją stronę internetową: czy są jakieś błędy?czy potencjalny klient łatwo znajdzie to, czego szuka?czy wiadomości na podstronach są aktualne?czy można się z Tobą łatwo skontaktować? Sprawdź media społecznościowe: czy informacje o Twojej marce są aktualne?czy publikujesz regularnie?czy wiadomo czym zajmujesz się na co dzień?czy uzupełniłaś swoje profile w social mediach? Mając odpowiedzi na te pytania będziesz mogła stworzyć sobie plan działania i zaktualizować swoje miejsca w sieci 🙂 4. Stwórz procedury Jeśli w Twoim biznesie wykonujesz zadania/projekty, które się powtarzają – stwórz dla nich procedury. Dzięki nim będziesz mogła sprawniej działać, gdy biznes znów ruszy i zaczną napływać do Ciebie nowi klienci. Gdy stworzysz sobie niezbędne procedury (i będziesz się ich trzymać) Twoja praca stanie się lżejsza i sprawniejsza, a klienci na pewno zauważą podniesiony standard. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć – na początku spisuj sobie po kolei zadania, które robisz podczas prac nad danymi projektami. Tak, tylko tyle i aż tyle. Tutaj nikt nie każe Ci wymyślać nie wiadomo jak skomplikowanych procesów – prostota jest jak najbardziej wskazana! 5. Wprowadź elementy automatyzacji Pewnie zdziwiłabyś się, ile rzeczy/zadań można zautomatyzować w małym biznesie. Lista naprawdę jest długa 🙂 Jako fanka automatyzacji podpowiem tylko, że jest to fajny sposób na odciążenie i odzyskanie wewnętrznego spokoju. Co możesz zautomatyzować? skrzynkę mailową – ustawić autoresponder, przygotować szablony odpowiedzi, ustawić filtry itp,zamawianie konsultacji/sesji coachingowych, spotkań z klientami,zapis na newsletter,publikowanie postów w mediach społecznościowych,współpracę z klientami przez wdrożenie systemu do zarządzania zadaniami,zapisywanie plików z maila na dysku,tysiące małych kroków np. za pomocą aplikacji Zapier. 6. Napisz kilka postów na blogu Nigdy nie masz czasu, by zaprezentować swoje umiejętności na blogu? Wolniejszy wakacyjny czas to świetna okazja do tego, aby napisać te wszystkie artykuły, na które zawsze brakuje Ci czasu! Możesz zaplanować sobie jak będzie wyglądała Twoja komunikacja w ciągu najbliższych miesięcy i pod te tematy napisać wartościowe artykuły dla Twojej społeczności. Możesz stworzyć krótsze wpisy rozwiązujące jeden problem, bądź omawiające jedno zagadnienie lub napisać długie artykuły wyczerpujące dany temat całkowicie. Do długich artykułów fajnie nadają się listy, w których możesz opisać każdy z punktów szczegółowo 🙂 Tak naprawdę ograniczeniem jest tylko Twoja wyobraźnia i kreatywność. Jesteś projektantem? Może warto byłoby uzupełnić bloga o Twoje realizacje? Jesteś wirtualną asystentką? Napisz posty o zadaniach, które wykonujesz najczęściej. Wrzuć przykładowe realizacje (nawet takie, które zrobisz tylko na potrzeby bloga, to też się liczy!). Tworzysz zabawki/ubrania/dodatki do domu? Opisz najnowsze produkty, podziel się historią ich powstania – to na pewno przyciągnie nowych czytelników! 7. Zrób recykling ze swoich treści Jestem jedną z tych osób, które wierzą, że content repurposing ma ogromny sens. Jasne i oczywiste jest to, że nie każdy odbiorca Twoich treści przeczyta je wszystkie, w każdym miejscu, w którym działasz. Dobrze jest więc wykorzystać recyklingowanie i przedstawić jeszcze raz tę samą treść w nieco zmienionym wydaniu. Jak możesz wykorzystać recykling treści? Oto kilka przykładów: Załóżmy, że punktem wyjściowym jest artykuł na blogu. Jak wykorzystać go ponownie? zrób streszczenie artykułu i wyślij go w newsletterze,nagraj wideo od IGTV i omów w nim wpis blogowy,dodaj trochę treści i zrób z tego artykułu wideo na youtube,podziel artykuł na części i stwórz z niego serię na Insta Stories,zrób fajną grafikę w temacie wpisu i dodaj na Instagrama i Facebooka,zadaj pytanie swojej społeczności związane z danym tematem wpisu,zrób zajawkę wpisu i wrzuć go do przeczytania na Facebook i/lub Instagram,zrób quiz na Insta Story o danym temacie i zachęć do poszukania rozwiązania we wpisie na blogu,stwórz infografikę i wrzuć ją na Facebooka czy Pinterest,przygotuj bingo na Insta Stories w temacie wpisu,podziel się swoją opinią na dany temat – nawet (albo w szczególności) jeśli jest nieco bardziej odważna i kontrowersyjna,utwórz transmisję live, podczas której poruszysz temat danego wpisu na bloga, a także odpowiesz na zadane pytania,rozbuduj temat i zrób z niego płatny produkt np. masterclass, warsztaty lub kurs online. Widzisz? To tylko kilkanaście przykładów na to, w jaki sposób możesz wykorzystać raz przygotowaną treść 🙂 8. Zaktualizuj swoją stronę internetową Nie mówię tutaj o aktualizacji motywu i wtyczek (ale jeśli tego dawno nie robiłaś to jest to równie ważne). Zabierz się za aktualizację swoich treści 🙂 Może masz zdjęcia, które warto wrzucić, zmienić nieco stronę o mnie, zmodyfikować cennik lub zakres usług, dodać nowe realizacje do portfolio, zmienić wygląd strony głównej, zaktualizować podstronę kontakt. Jeśli czujesz, że nas stronie znajdują się przestarzałe informacje to czas najwyższy się za nie zabrać i uporządkować wszystko, o czym myślałaś. Możesz od razu sprawdzić też, czy nie ma błędów na stronie, czy nie wyskakuje Ci błąd 404, czy wszystkie przekierowania wysyłają użytkowników tam, gdzie powinny itd. ________________ Na dziś to wszystko! Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną 🙂 Pamiętaj, by ciągle usprawniać swoje „biznesowe tyły”, by pracować lżej, spokojniej i bez stresu! Kasia Między węzłami Łozina i Wrocław Psie Pole potrącony został kierowca ciężarówki, który zatrzymał się na pasie awaryjnym. Mężczyzna zginął na miejscu. Do tragicznego wypadku doszło tuż przed godzina 7:00 na 34 kilometrze drogi ekspresowej S8 pod Wrocławiem na wysokości miejscowości Bukowina. Z relacji służb ratunkowych wynika, że kierowca ciężarówki, która zatrzymała się na poboczu został potrącony przez przejeżdżającego busa. Do wypadku doszło na jezdni prowadzącej w kierunku Wrocławia i Kudowy Zdrój. Na miejscu jest policja, karetka pogotowia i ostatnich doniesień wynika, że na S8 w miejscu wypadku zajęty jest prawy pas. Uwaga na zator, który utworzył się między węzłami Łozina i Wrocław Psie Pole. Korek ma ponad kilometr długości. W tym miejscu doszło do wypadku:Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera

nie ma czasu trzeba zapier